O prezentacji przed programistami

Czas czytania artykułu: 5 min
Michał
02.06.2021

Wystąpienia publiczne są stresujące. Tym niemal aksjomatycznym stwierdzeniem rozpoczynamy naszą dywagację na temat podejść do wygłaszania wszelakich przemów, których odbiorcami nie są nasze żony, dzieci czy nasz ulubiony barman. Im szersze grono słuchaczy, im bardziej jest nam ono obce, tym większą panikę wzbudza w nas sama myśl o uzewnętrznianiu się, nawet na temat, który znamy od podszewki. Jakie zastosować podejście, by prezentacja przebiegała sprawnie, a z sali nie dało się usłyszeć odgłosów ziewania?

Jawne wygłaszanie opinii różni się nieco od prób przekazywania wiedzy. Zrozumieją to wykładowcy, nauczyciele czy szkoleniowcy, którzy na co dzień pracują z publiką. Nie można jednak załamywać rąk, bowiem każdy, nawet najbardziej wycofany i wyciszony programista będzie w stanie zainteresować słuchających prezentowaną tematyką

Prowadzenie prelekcji jest świetnym sposobem na podnoszenie swojej samooceny i istotnym krokiem w zyskiwaniu większej pewności siebie. Słowo mówione posiada o wiele większy ładunek emocjonalny, przez co lepiej trafia do adresata, łącząc przekazaną treść z odczuciami jej towarzyszącymi. Odpowiednie dopasowanie formy do treści przekazywanych informacji, stanowi o sile formułowanego przekazu, co nie pozostaje bez znaczenia nawet w przypadku programistycznej natury słuchaczy. Nie trzeba tym samym odbierać odpowiedniego wykształcenia w kierunku wystąpień publicznych, czy też kończyć studiów dziennikarskich. Jak w każdym innym aspekcie – wystarczy ćwiczyć, jak najwięcej, nawet przed własnym psem.

o-prezentacji-przed-programistami_w_tekscie

Skuteczne przekazywanie informacji zaczyna się od zbudowania historii naokoło prezentowanego tematu. Zaciekawienie słuchaczy już na samym początku może być kluczem do utrzymania ich uwagi na dłużej, bowiem będą oni szukać w naszych wypowiedziach nawiązań, a w końcowym efekcie – puenty dla hipotezy postawionej na początku spotkania. Podczas zawiązywania akcji, w zależności od rodzaju wystąpienia, można posłużyć się skuteczną triadą przedstawioną przed Simon Sineka „why, how, what”, by dodatkowo wzmocnić zainteresowanie odbiorców i dać sensowny, wytłumaczalny powód spędzenia z nami przynajmniej godziny w jednym pomieszczeniu. Zwykle samo zaproszenie na prelekcję zawiera w sobie informację „what”, „how” przekazywane jest wprost w trakcie jej trwania. „Why” natomiast stanowi nieco większą trudność, gdyż odpowiednie dopasowanie, a jeszcze trudniejsze – wyartykułowanie powodu, odgrywa decydującą rolę o wadze wypowiadanych słów. Co więcej, owo „why” winno być ugruntowywane więcej niż jeden raz w trakcie trwania prezentacji, by trafić do szerszego gremium poprzez łączenie w pracy wielu przykładów odpowiadających na pytanie „dlaczego”.

Mając położone fundamenty, łatwo będzie nam postawić dalsze kroki w budowaniu spójnego przekazu. Należy zatem używać jakiejkolwiek graficznej formy, zamiast opierania się wyłącznie na słowie mówionym, gdyż łączenie bodźców wzmacnia jakość odbioru. Ukazanie związku przyczynowo-skutkowego pozwoli niejako wniknąć adresatom wystąpienia w głąb naszego umysłu. Znajomość naszych slajdów jest rzeczą absolutnie konieczną i wzmaga pewność i niezaprzeczalność naszych słów. Jeśli posiadamy skłonność do nadmiernego denerwowania się, ćwiczmy prezentację najpierw na osobności, potem w małym, na przykład rodzinnym gronie, a następnie poprośmy kolegę z biurka obok o wysłuchanie jej i danie nam stosownych wskazówek. Być może będziemy w stanie zapanować nad naszymi nerwowymi ruchami dłoni poprzez wzięcie do ręki długopisu lub czegoś, czym będziemy mogli wskazywać informacje na poszczególnych kartach prezentacji. Nie ustawiajmy się plecami do słuchaczy, a jeśli zajdzie potrzeba dobitnego podkreślenia przekazu, ubierzmy go w formę cytatu na osobnym slajdzie, odpowiednio dobierając tembr głosu do przedstawianych treści.

Dobrych rad na interesujące wystąpienia publiczne jest wiele, jednak to od nas zależy, w jaki sposób będziemy budować swoją markę prezenterów, tworząc swój własny, niepowtarzalny styl mówcy. Pamiętać jednak trzeba, że nawet najlepiej poprowadzone przedstawienie, nie wypełni luk w wiedzy – treść jest nadal najważniejsza.

O autorze

Michał
Michał, software developer
Niezmiennie od 1994 związany ze Szczecinem. Student informatyki WI ZUT w Szczecinie. Najmłodszy software developer w Demant. Zawodowo odpowiedzialny za warstwę UI aplikacji desktopowych. Pasjonat .NET, eksperymentator IoT, specjalista od gadania oraz na wskroś szczecińskiego braku umiaru.